Nasze profile w mediach społecznościowych:

Mistrz Polski lepszy po równej walce | #KRAJOBRAZpoBITWIE

Ogólne

Mistrz Polski lepszy po równej walce | #KRAJOBRAZpoBITWIE

Opromienieni zwycięstwem w Słupsku, z ostrożnymi nadziejami pojechaliśmy do stolicy. Cel był jasny: sprawić niespodziankę i przywieźć komplet punktów do Ostrowa Wielkopolskiego. Zadanie nie należało do łatwych, bo na drodze Tasomix Rosiek Stali stanęła Legia Warszawa – aktualny mistrz Polski. Żółto-niebiescy nie zamierzali jednak odpuszczać. Zapraszamy na podsumowanie meczu 4. kolejki PGE Basket Ligi: Legia Warszawa – Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski.

🏀 Trener Andrzej Urban postawił na sprawdzoną wyjściową piątkę: Jakub Parzeński, Karl Lips, Tajion Jones, Daniel Gołębiowski i Jaylin Hunter.

Gospodarze rozpoczęli spotkanie w składzie: Arguster Daniels, Kristers Zoriks, Wojciech Tomaszewski, Zach Freemantle i György Golomán.

🔥 Początek był nerwowy po obu stronach, ale pierwsze przełamanie należało do Stali. Karl Lips obsłużył podaniem Jakuba Parzeńskiego, a ten potężnym wsadem 💥 otworzył wynik spotkania. Chwilę później kapitan Daniel Gołębiowski popisał się przechwytem i dołożył kolejne dwa punkty. Lepszego otwarcia nie mogliśmy sobie wymarzyć!

Legioniści szybko opanowali nerwy i rozpoczęła się wymiana ciosów. W tłoku pod koszem dobrze odnajdywał się Jaylin Hunter, choć gospodarze potrafili zbyt łatwo znajdować drogę do naszej obręczy. Nie wybiło to jednak Stalowców z rytmu. Karl Lips trafił zza łuku 🎯, a po kolejnych udanych akcjach ofensywnych przewaga żółto-niebieskich zaczęła rosnąć. Trener Legii, Heiko Rannula, musiał poprosić o przerwę na żądanie już po nieco ponad czterech minutach gry.

Stal grała koncertowo w ataku. Kolejna celna trójka, punkty następnych zawodników i pięć oczek przewagi sprawiły, że licznie zgromadzeni w Warszawie kibice z Ostrowa mieli powody do radości. Na listę strzelców wpisał się również Jared Billups, a różnorodność naszych akcji ofensywnych była jednym z największych atutów pierwszej kwarty.

Oczywiście gospodarze nie zamierzali przyglądać się temu bezczynnie. Kuba Piśla zdobył punkty z faulem, zmniejszając stratę Legii do zaledwie jednego punktu. Stal odpowiedziała jednak kolejnymi trafieniami. Karl Lips dołożył akcję 2+1, a nasz zespół utrzymywał wysokie tempo i dobrze wykorzystywał możliwości szybkiego ataku ⚡

Nie obyło się bez nerwowych momentów. Strata piłki na połowie boiska i nadlatujący Arguster Daniels nie zwiastowały niczego dobrego. Na szczęście Tajion Jones szybko zrehabilitował się za błąd, trafiając efektownie równo z końcową syreną!

Po pierwszych dziesięciu minutach mogliśmy być zadowoleni. Aż ośmiu zawodników Stali zapisało na swoim koncie punkty, a zespół trafiał na świetnej, 58-procentowej skuteczności z gry. Żółto-niebiescy pokazali, że do Warszawy przyjechali z konkretnym planem.

1️⃣ KWARTA: 22-26
Lips 6 (1×3), Jones 5 (1×3), Parzeński 4, Wiśniewski 3 (1×3), Billups 2, Bobrov 2, Hunter 2, Gołębiowski 2

🛡️ Drugą kwartę rozpoczęliśmy od bloku Viacheslava Bobrova. Energia w naszym zespole nie słabła, a dobra zbiórka i płynna gra w ataku pozwoliły Olkowi Wiśniewskiemu powiększyć dorobek punktowy Stali.

Legioniści mieli problemy ze skutecznością, ale spora w tym zasługa naszej defensywy. Stalowcy konsekwentnie realizowali przedmeczowe założenia i uprzykrzali życie rywalom. Jak zapowiadał Tajion Jones, nie przyjechaliśmy do Warszawy na wycieczkę krajoznawczą. Chcieliśmy wygrać z mistrzem Polski!

Pierwsze cztery minuty drugiej kwarty wygraliśmy 8:2, powiększając prowadzenie do dziesięciu punktów. Niestety, w krótkim odstępie czasu Jakub Parzeński popełnił trzecie i czwarte przewinienie. Problemy z faulami naszego środkowego mocno skomplikowały sytuację, a Legia szybko zaczęła wykorzystywać rzuty wolne. Przewaga stopniała do sześciu punktów.

Mecz stawał się coraz bardziej fizyczny. Sędziowie pozwalali na twardą grę, a obie drużyny nie zamierzały ustępować. Jaylin Hunter, wcielając się w rolę generała naszej ofensywy 🫡, znalazł podaniem Bobrova, który odpowiedział atomowym wsadem 💥 Stal ponownie odskoczyła na dziewięć punktów!

Wtedy przypomniał o sobie Arguster Daniels. MVP Superpucharu Polski trafił zza łuku i dał sygnał do odrabiania strat. Kolejne akcje przyniosły kontrowersje, a po czterech punktach z rzędu Legii trener Andrzej Urban zdecydował się na przerwę przy wyniku 35:39.

Nasza ofensywa wyraźnie wyhamowała. Trójka gospodarzy zmniejszyła przewagę do zaledwie jednego punktu, a przełamanie przyszło dopiero po celnych rzutach wolnych Jareda Billupsa.

Końcówka pierwszej połowy nie wyglądała już tak dobrze jak jej początek. Niezorganizowana obrona pozwalała legionistom zdobywać łatwe punkty, a faul techniczny dodatkowo skomplikował naszą sytuację. Stal straciła prowadzenie i znalazła się w trudnym położeniu.

Na szczęście Billups ponownie stanął na linii rzutów wolnych i jako pierwszy zawodnik naszego zespołu przekroczył granicę dziesięciu punktów. Ostatecznie po dwudziestu minutach gry na Bemowie mieliśmy remis. Po obiecującym początku pozostawało jednak poczucie, że mogliśmy wykorzystać swoją szansę jeszcze lepiej.

2️⃣ KWARTA: 21-17 (43-43)
Billups 8, Bobrov 4, Lips 3 (1×3), Wiśniewski 2

🏀 Drugą połowę rozpoczęliśmy z jedną zmianą w składzie. Jakuba Parzeńskiego zastąpił Viacheslav Bobrov. Pierwsza akcja nie wyglądała najlepiej, a Zach Freemantle szybko otworzył wynik drugiej części spotkania.

Chwilę później straciliśmy piłkę, a błąd ośmiu sekund wprowadził dodatkową nerwowość w nasze poczynania. Na szczęście dwójkowa akcja Daniela Gołębiowskiego i Bobrova pozwoliła Stali złapać ofensywny rytm.

Legia zaczęła coraz mocniej wykorzystywać swoich wysokich zawodników. Punkty Freemantle’a i świetny manewr Golomána pozwoliły gospodarzom przejąć inicjatywę. Trójka kapitana Gołębiowskiego 🎯 utrzymywała nas w grze, a kolejny faul techniczny, tym razem Legii, po złapaniu piłki po zdobytych punktach, dał nam dodatkową okazję do odrobienia strat.

Gospodarze mieli jednak odpowiedź na niemal każdą naszą próbę. Michał Kolenda zdobył punkty z faulem, a przewaga Legii wzrosła do pięciu punktów – 54:49. Sytuacja z przewinieniami zaczęła teraz działać na naszą korzyść, ale nie potrafiliśmy przełożyć tego na wystarczającą liczbę punktów.

Na 3 minuty i 47 sekund przed końcem kwarty trener Andrzej Urban poprosił o czas. Po przerwie dobrze wypracowana pozycja nie przyniosła nam punktów, a Mathieu Wojciechowski bezlitośnie wykorzystał ospały powrót Stali do obrony. Zakończył kontratak efektownym wsadem 💥 i dodatkowo wywalczył faul. Legia prowadziła już 59:50.

To był moment, w którym gospodarze zaczęli wyraźnie przejmować kontrolę nad spotkaniem. Niecelny rzut Tajiona Jonesa spod samej obręczy, celna trójka Wojciechowskiego i faul w ataku Karla Lipsa sprawiły, że sytuacja Stali stawała się coraz trudniejsza.

Kolejne problemy pojawiły się pod koszem. Jared Billups nie potrafił znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego Golomána, który dołożył akcję 2+1. Nasza ofensywa praktycznie stanęła w miejscu. W całej trzeciej kwarcie trafiliśmy tylko jeden rzut z gry – trójkę Daniela Gołębiowskiego. Pozostałe punkty zdobywaliśmy z linii rzutów wolnych.

Z remisu do dwunastopunktowej straty. Tak wyglądała rzeczywistość po kiepskich dziesięciu minutach Stali w tym spotkaniu. Legia wygrała kwartę 23:11 i przed decydującą częścią meczu znalazła się w komfortowej sytuacji.

3️⃣ KWARTA: 23-11 (66-54)
Gołębiowski 7 (1×3), Bobrov 2, Hunter 2

🔥 Jeśli ktoś myślał, że żółto-niebiescy złożą broń, szybko otrzymał odpowiedź. Sygnał do ataku dał Jared Billups, który efektownie zakończył akcję wsadem. W kolejnej ofensywie dobrze zastawiliśmy zbiórkę, a Bobrov skopiował wyczyn kolegi z zespołu.

Nie minęła nawet minuta, a trener Heiko Rannula musiał poprosić o przerwę na żądanie. Stal ruszyła do odrabiania strat. Czy właśnie rozpoczynał się wielki powrót?

Dobra obrona 🛡️, w której ponownie wyróżnił się Billups, pozwoliła nam kontynuować pogoń. Jaylin Hunter trzykrotnie z rzędu trafił z linii rzutów wolnych, a przewaga Legii stopniała do pięciu punktów. Gospodarze nie pozwolili nam jednak na zbyt wiele. Trójka Danielsa szybko ostudziła nasze nadzieje.

Karl Lips odpowiedział punktami, ale Daniels ponownie pokazał swoje możliwości ofensywne. Dołączył tym samym do Kolendy i Golomána w gronie zawodników Legii z dwucyfrowym dorobkiem punktowym.

Na parkiecie robiło się coraz goręcej. Jaylin Hunter i Michał Kolenda długo wymieniali uwagi po jednym z gwizdków, a chwilę później piąte przewinienie popełnił Zach Freemantle. Zoriks i Hunter wymienili się punktami, a do końca spotkania pozostawały trzy minuty i 26 sekund ⏱️

Stal wciąż miała szansę. Siedem punktów straty to dużo, ale przy odpowiedniej defensywie i skuteczności w ataku można było jeszcze powalczyć o korzystny wynik.

Niestety, nasza sytuacja ponownie się skomplikowała. Piąte przewinienie popełnił Bobrov, przez co musieliśmy kończyć spotkanie bez kolejnego wysokiego zawodnika. Stal była zmuszona do gry niższym składem, a każda kolejna akcja miała ogromne znaczenie.

Mimo ambitnej postawy nie udało nam się już złapać odpowiedniego rytmu. Dłuższy fragment bez zdobyczy punktowej ograniczył nasze możliwości, a Legia kontrolowała przebieg końcówki.

Ostatecznie przegrywamy z mistrzem Polski 74:84. Wynik nie jest tym, na co liczyliśmy, ale Stal pokazała charakter i do samego końca próbowała odwrócić losy spotkania. Gospodarze okazali się lepsi, przede wszystkim dzięki świetnej trzeciej kwarcie.

4️⃣ KWARTA: 18-20 (84-74)
Billups 5, Hunter 5, Bobrov 4, Lips 4, Gołębiowski 2

Ile razy już powtarzaliśmy w tym sezonie, że jedna słabsza kwarta potrafi przekreślić wysiłek całej drużyny? Niestety, w Warszawie ponownie przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Przez trzy kwarty potrafiliśmy nawiązać równorzędną walkę z mistrzem Polski, jednak trzecia odsłona, przegrana 11:23, okazała się kluczowa dla losów spotkania.

Taka jest matematyka. Koszykówka nie rozgrywa się jednak przez trzy kwarty, ale przez pełne czterdzieści minut, a w tej najważniejszej dla losów meczu części spotkania zabrakło nam przede wszystkim skuteczności. Jedyna celna trójka Stali w drugiej połowie była autorstwa kapitana Daniela Gołębiowskiego.

Możemy ubolewać nad niewykorzystaną szansą, bo pierwsza połowa pokazała, że jesteśmy w stanie nawiązać równorzędną walkę z mistrzem Polski. Musimy jednak pamiętać, że to Legia była faworytem i ostatecznie wykonała swoje zadanie.

W przeciwieństwie do spotkania z Górnikiem tym razem zobaczyliśmy drużynę, która walczyła, wykazywała determinację i nie odpuszczała nawet wtedy, gdy sytuacja stała się bardzo trudna. W końcówce Stal jeszcze próbowała wrócić do gry, ale straty z trzeciej kwarty okazały się zbyt duże.

Nie ma sensu rozpamiętywać tego, co już za nami. Trzeba wyciągnąć wnioski, oczyścić głowy i jak najlepiej przygotować się do kolejnego spotkania.

No, a przed nami Anwil Włocławek. Wszyscy doskonale wiemy, że dla ostrowskiej społeczności to spotkanie ma szczególny wymiar. Czas przekuć sportową złość w energię i zrobić wszystko, by w kolejnym meczu to Stal miała powody do radości.

📊 STATYSTYKI DRUŻYNOWE

🔄 Punkty ze strat
Legia Warszawa: 10
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 6

🎨 Punkty w „pomalowanym”
Legia Warszawa: 40 (20/30) 66,7%
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 32 (16/29) 55,2%

♻️ Punkty drugiej szansy
Legia Warszawa: 6
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 2

⚡ Punkty z szybkiego ataku
Legia Warszawa: 8
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 20

🪑 Punkty graczy z ławki
Legia Warszawa: 30
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 32

📈 REKORDY MECZU

⬆️ Najwyższe prowadzenie
Legia Warszawa: 12 (66-54)
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 10 (24-34)

🔥 Najwyższa seria punktowa
Legia Warszawa: 8 (38-39)
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 7 (66-61)

🔁 Zmiany prowadzenia: 7
🤝 Remisy: 1

⏱️ Czas na prowadzeniu
Legia Warszawa: 20:13
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski: 17:14

Oprac. Tomasz Stańkiewicz | Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski

Tagi :

Udostępnij w :